20/09/2021
Koń Drzazga - najlepszy przykład, że warto.
Pierwsze nasze spotkanie skończyło się kilkugodzinnym załadunkiem, dzisiaj trwało to kilkanaście minut.
Czasami jak opowiadam komuś , że trafił mi się "trudny" klient po przejściach, a załadunek zajął mi np. 3h ludzie łapią się za głowę z pytaniem "ale jak to ?! Nie można szybciej ? " Otóż można. To nie jest tak, że ja nie znam tych wszelkich "czarodziejskich" technik: szmata na łeb, lonże, na strzała czy łomot itp., jednak po prostu się z tym nie zgadzam, wybieram opcję konia, który świadomie akceptuje wejście do koniowozu. Dlaczego ? To proste: po pierwsze zwierzaki zasługują na zrozumienie, często jest to dla nich sytuacja stresowa, więc "porozumienie" daje mi ogromną satysfakcję, a po drugie (bardziej pragmatycznie😅) zakładam, że jeszcze kiedyś może będę tego konia wieźć, więc ułatwi mi to pracę następnym razem 😁 Nie ma koni, których nie można przepracować, ale oczywiście wszystko wymaga czasu i odpowiedniej wiedzy. Problemy z załadunkiem zazwyczaj wynikają z przykrych doświadczeń związanych z samym "stylem" jazdy kierowcy, ale również bardzo często i ze sposobu załadunku, który to z kolei zazwyczaj "dobierany" jest z braku czasu czy cierpliwości ładującego. Oczywiście zakładam, że nie każdy ma dostęp do środka transportu , aby poćwiczyć wsiadanie wcześniej, jednak chciałabym zaapelować do właścicieli o to, żeby dali swoim koniom szansę w postaci czasu. Nie zgadzajcie się na "szybkie" metody, bo przewoźnik się śpieszy (oczywiście należy ustalić z przewoźnikiem, to, że załadunek może potrwać dłużej i on ma prawo się na to zgodzić bądź nie, ale to już zupełnie inny temat). Dziś zaoszczędzicie 10 minut, a jutro będziecie stać przed trapem i płakać, bo szybkie metody są zwykle dobre na dwa razy : pierwszy i ostatni ;) Kolejny raz wymaga już dodatkowego czasu na odrobienie zaufania. Kluczem do sukcesu jest cierpliwość i konsekwencja, nic więcej, żadne emocje i nerwy nie wchodzą tu w grę ;)